||||

EMPTINESS „Vide” Season of Mist 2021 r

Kilka lat temu pisałem o ich poprzednim albumie „Not For Music”, który mnie zaskoczył i zarazem zaciekawił. Odkryłem nowy wymiar ich muzycznej ekspresji. Dziś ekscentryczni Belgowie z EMPTINESS powracają z nowym albumem „Vide”. Strasznie byłem ciekaw, co tym razem przygotowali i w końcu się doczekałem. Zacznę może od okładki, która trochę mnie zaniepokoiła, bo jednak patrząc na nią lekko zgłupiałem. Skojarzenia padły w kierunku muzyki grind core, ale przy odpaleniu płyty wszystkie wątpliwości zostały rozwiane.

Muzyka na „Vide” została jeszcze bardziej zminimalizowana (zrezygnowano nawet z mocniejszych gitar i wrzasków). Całość jest jakaś taka rozmemłana i toczy się gdzieś obok, taki sen na jawie, a właściwie to raczej koszmar. Dużo akustycznego grania, spokojnego, stonowanego, ale wciąż niepokojącego. Szepty w języku francuskim dodają pewnego rodzaju smaczku i tutaj Emptiness mają u mnie duży plus, bo język ten bardziej mi leży niż dotychczasowy angielski. I po raz kolejny muszę przyznać, że muzyka na „Vide” pasowałaby do jakiegoś mrocznego i obłąkanego filmu Dari Argento czy Sergio Martino (Włoscy reżyserzy specjalizujący się w thrillerach i filmach Giallo).

Dźwięki, które tworzy Emptiess kojarzą mi się z takimi skrawkami papieru bujającymi się na wietrze, na których jest zapisana smutna historia człowieka, który mierzy się z własnymi słabościami. To czas na przemyślenia własnych spostrzeżeń i czas, aby na chwilę się zatrzymać i docenić swoje życie. To podróż do wnętrza umysłu, w którym dzieją się dziwne rzeczy. Słuchając tej płyty wielokrotnie zastanawiałem się, gdzie jeszcze zaprowadzą mnie ścieżki wydeptane przez Emptiness? Do małego, ciemnego i ciasnego pokoju wypełnionego pustką? Po seansie z nimi nic już nie jest takie samo.

Jeśli potraficie otworzyć się na takie mroczne plumkania, to „Vide” odgoni od was wszystkie demony. Ja tak mam.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *