|||

godflesh „decay” relapse records 2026 r

Szanuję całokształt twórczości Justina Broadricka i G.C. Green’a za to, że od prawie 40 lat odważnie kroczą swoją drogą, nie patrząc na panujące trendy. Nie ma drugiego takiego duetu, który w specyficzny sposób kreśli obraz na błonie, w którym jasność tonów jest odwrócona. A dopełnieniem jest bezduszne, skostniałe brzmienie, ziejące przemysłowym syfem.

Nie tak dawno gruchnęła wiadomość o wycofaniu się GODFLESH z koncertowego życia. Trochę jest mi smutno, bo mimo, że widziałem ich dwa razy, to lekki niedosyt pozostał. Justin Broadrick, mózg „Bożego Ciała” przeszedł poważną operację i niestety nie będzie mógł już nadwyrężać swojego ciała a tym bardziej gardła. Kończąc te mniej wesołe wieści dodam, że płyta DECAY, o której dzisiaj opowiem, jest ich przedostatnim wydawnictwem w karierze. I powiem krótko, jak tak będą schodzić ze sceny to wielki szacun.

DECAY to ukłon w stronę zamierzchłych czasów, kiedy GODFLESH taplał się w szorstkim brzmieniu, fabrycznym brudzie i radykalnym przekazie. Mimo, że w ich muzyce niewiele się zmieniło, to czuć tego pionierskiego ducha młodzieńczych lat. Brutalność i surowość urzeka specyficzną aurą, która unosiła się w 1989 r nad STREETCLEANER, płyty od której tak naprawdę GODFLESH zaczął żyć swoim życiem.

Obrana na początku ścieżka doprowadziła duet do finału, pięknego finału, który lada moment osiągnie swoje apogeum. Na DECAY nie znajdziemy nic nowego, za to dostajemy ciut odświeżoną formułę dźwiękowego chłodu. Dramaturgii dodają tlące się gdzieś na horyzoncie partie klawiszy, które wraz z pulsującym rytmem współtworzą rozmyte harmonie. Wspaniale jest znów zanurzyć się w dźwiękach, które kształtowały mój młodzieńczy mózg.

Wprawdzie wrażliwość na takie formy przekazu miałem wyrobioną, lecz nie byłem pewien, czy na dłuższą metę taka „ohydna” muzyka nie zniszczy mi głowy. Całe szczęście, nic takiego się nie wydarzyło. GODFLESH wyrył mi w duszy bliznę, która pozostanie ze mną do końca dni moich. Na zakończenie od siebie polecę szczególnie Living/Ending oraz Master and Slave. Nie da się lepiej.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *