Múr s/T century media records 2024 r
MÚR to dość młody zespół z Islandii. Powstał w 2018 roku w Reykjaviku. Zainteresowałem się nim, ponieważ będzie otwierać polskie koncerty szamanów z dalekiej północy (mowa o ORANSSI PAZUZU). Na koncert mam zamiar się wybrać, więc z czystej ciekawości sprawdzam, co muzykom w duszy gra.
W 2024 r Century Media wydała ich debiutancki album, który od jakiegoś czasu krąży w orbicie moich zainteresowań. Muzycznie jest to dość prosty konglomerat progresywnego grania z post metalowym pierwiastkiem. Muzycy stawiają na budowanie atmosfery, która eksploatowana jest w dość długich formach. Nie ma tu zbyt wiele wątków pobocznych, raczej wszystko toczy się jednym torem, tylko czasami lekko zbaczając z obranej trasy.

Brutalne akcenty, które stanowią pewną odskocznię od spokojnych partii, doskonale kontrastują z klimatycznymi pejzażami. Wszystko wyważone, przemyślane i odpowiednio podane. Warto zwrócić uwagę na kilka utworów.
„Frelsali”, który wita nas w progu agresją i brutalnością, przetacza się niczym walec po wyboistej drodze, gładząc teren, wyrzucając z siebie skumulowane barbarzyństwo. Nie da się lepiej.
„Vitrun” swoim nerwowym pulsem hipnotyzuje. Rwany rytm z łagodnym głosem starającym się uspokoić sytuację niestety nie przynosi zamierzonego efektu. Popis solowy rozpierdala całość. Nie brzmi to ładnie, ale nikt nie obiecywał, że będzie pięknie i kolorowo 😉
„Heimsslit„ dostarcza chwilę wytchnienia. Jedenaście minut monolitu, ciężkiego i topornego. Pięknie się ten ciężar rozkłada, czuć masywność i ogrom, ale nie jesteśmy przytłoczeni. I ta epicka łagodność w końcówce utworu, pojawia się tylko na chwilkę, taki smaczek, ale w zupełności wystarczy.
Na zakończenie „Holskefla”, utwór, który wieńczy dzieło. Agresja, podszyta wspaniałą melodią i chaotycznym wrzaskiem. Czuć zbliżający się koniec, rozpacz i w pewnym sensie bezradność.
Nie jest to agonia, która unicestwi ludzkość. Nazwałbym to powolnym marszem zombies 🙂 Ale uspokajam, będzie happy end. Gdzieś na horyzoncie tli się iskra nadziei a świat będzie dalej istniał, tak myślę 😉
Generalnie w muzyce MÚR można wyczuć taką nienachalną nerwowość, która w pewien sposób może drażnić. Potrzeba trochę czasu, by się z nią oswoić. Ja się oswoiłem, a nawet zaprzyjaźniłem.
Płyta do wielokrotnego odsłuchu. Dla mnie kolejne odkrycie z lądu pokrytego wulkanami i czarnymi plażami.
