brat manslayer Prosthetic Records 2026 r
Piszecie do mnie listy, maile oraz wiadomości prywatne, nie ukrywam, bardzo mnie to cieszy. Poza tym ja od zawsze uwielbiałem dostawać korespondencję wszelakiej maści. Niestety często zadajecie mi trudne pytania, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć. A mianowicie pytacie o politykę, od której trzymam się z dala, ba, brzydzę się jej. I kompletnie nie rozumiem, jak można się nią jarać.
No dobra, krótko i na temat. Dlaczego na piance na piwku nie ma polityki? Już pięknie wyjaśniam.
Czy politycy założyli kiedykolwiek jakiś zespół, który wart byłby uwagi? Nie obiło mi się o uszy. Czy jakaś partia polityczna zorganizowała festiwal muzyczny, który ma już swoją tradycję? Nie byłem nigdy na takim.
A może członkowie PiS czy konfy destylują wyborną whisky, która jest tylko dla wybranych? Kto wie, co tam w sejmowych kuluarach popijają 🙂 W każdym bądź razie nie miałem okazji degustować.
Dobra, wystarczy tego politykowania. Czas na konkretny wpier**l.

BRAT to młody gracz na metalowej mapie świata. Zaczęli z wysokiego pułapu, ich debiut to kawał porządnego metalu śmierci z grindowymi zachciankami. Nim się obejrzałem, jest już „dwójka” MANSLAYER, która większych zmian nie przynosi. Potężne, ciosane siekierą riffy, walcowate, wręcz marszowe tempa doskonale kontrastujące z cudownie niskim głosem Liz Selfish.
Krwawa tematyka rodem z filmów gore dodaje tylko pikantności. Nie ma tu wielkiej filozofii czy konkretnego przekazu. Od samego początku rozchodzi się o krwawą zabawę przy użyciu tradycyjnego instrumentarium.
Na żywo BRAT też potrafi przykuć uwagę. Mi w pamięci zapadły cheerleaderskie wygibasy Liz, która potrafi swoimi ruchami rozpalić nie jedno męskie serducho 😉 Na koniec warto zaznaczyć, że tytuł płyty nie jest przypadkowy, czuć tego ducha „mordercy”. Jak dla mnie bardzo miło spędzone 38 minut życia.
