|||

THE CROWN „Crown of Thorns” Metal Blade Records 2024

THE CROWN to zaprawiona w bojach załoga ze Szwecji. Powstali w 1990 roku i do 1998 działali jako CROWN OF THORNS. Zdążyli nagrać raptem dwie płyty i poszli sześć stóp pod ziemię 😉 Ale nie tak do końca, bo tak naprawdę skrócili nazwę i z nowymi/starymi pomysłami ruszyli na podbój świata. Przyznam się szczerze, że dość wybiórczo znam ich twórczość, ale od ostatnich kilku płyt jestem na bieżąco. Dziś zmierzę się z ich ostatnim, dwunastym albumem zatytułowanym „Crown of Thorns” (czyżby historia zatoczyła piękne koło ?).

Na album trafiło trzynaście kompozycji, które elegancko wpadają w uszko. THE CROWN nie wymyślają koła na nowo, oni je najzwyczajniej w świecie odrestaurowują. Robią to z ogromną pasją i zaangażowaniem. Pisząc tak zgrabne „piosenki” można wyczuć, że panowie posiadają ogromny bagaż doświadczeń. Tu nie ma miejsca na sztuczną napinkę, to co w sercu leci w muzyczny eter, bez zbędnych pierdoletów i innych polepszaczy. Fakt, od czasu do czasu poleją lukrem, ale wszystko w granicach dobrego smaku. Na całe szczęście nie przesadzają  z dopalaczami. Nie mdli nawet po kilkukrotnym odsłuchu. Wszystko skrojone na miarę rasowego death metalu z thrashową motoryką i odrobiną tej „Złej” melodii.

Całość kipi energią, która wylewa się z głośników na lewo i prawo. Naprawdę nie ma się czego wstydzić. Wokalnie jest na piątkę z plusem, Johan Lindstrand stanął na wysokości zadania i popełnił kapitalne wokalizy. Reszta muzykantów dopełnia całość spinając to klamrą, która cuchnie brzydką i zatęchłą piwnicą, ale lekko przewietrzoną 😉

Słucham któryś raz z kolei i nie mogę się nasłuchać. No a te solówki, no miód na uszy. No jak Boga nie kocham, mówię wam 😉 Jak takie płyty będą nagrywać w przyszłości, to o kondycję melo death metalu mogę być spokojny. Choć akurat ten gatunek nie jest najbliższy mojemu sercu, to czasami takie malutkie iskry potrafią rozpalić ogień w mym serduchu. A takie muzyczne torpedy jak „Eternally Infernal” mogą mi przygrywać codziennie do śniadania 😉

I teraz żałuję jak diabli, że nie doczekałem do ich koncertu na tegorocznej edycji Obscene Extreme. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka WINA!!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *