elbe „Peculiar” octopus rising/agronauta records/epidemie records 2025
Twórczość czeskiego ELBE śledzę od samego początku, czyli od płyty „Sudety” z 2018 r. Druga płyta „Eschatology” z 2020 r. podążała drogą, którą obrali na debiucie, choć są momenty gdzie lekko z niej zbaczają. Recenzję tej płyty popełniłem jakiś czas temu, więc nie będę się rozwodził nad jej wyjątkowością. Dziś chciałbym skupić się na najnowszym wydawnictwie, czyli albumie „Peculiar”. Najprościej mówiąc, ELBE po raz kolejny zabiera słuchacza na wędrówkę po krętych górskich ścieżkach muzyki postmetalowej. Moją uwagę przykuło czyste i organiczne brzmienie, tak jakby płyta nagrywana była na łonie natury. Wyeksponowany bas, przestrzenne bębny i gitary malujące obrazy zapierające dech w piersiach. Nad całością góruje głęboki i czysty głos wokalisty.
Wędrując po czeskich górach robiłem przystanki, by napawać się pięknymi widokami, a były naprawdę wyjątkowe. I właśnie takie widoki za pomocą dźwięków kreuje ELBE.

Czasami, spoglądając w dół, czułem strach i przerażenie. Są momenty w tej muzyce, które kunsztownie oddają to uczucie. Album spokojny, stonowany, wręcz poetycki, choć czasami pokazujący swoje ostre kły. Te kły są takimi smaczkami, bez których płyta byłaby zbyt jałowa. Ekspresywnie budowana atmosfera i dramaturgia poszczególnych aktów, uwalniają emocje płynące prosto z natury. Akcenty wyciszenia, przybrudzone szorstkim brzmieniem i bardziej gardłowym głosem, świadczą o dojrzałości kompozytorskiej, mądrości oraz profesjonalnym podejściu do muzyki.
Muzyka ELBE kojarzy mi się z dobrze wypieczonym chlebem z naturalnych składników, zrobionym przez odpowiednich ludzi. I taka jest ta płyta, jak świeży, ciepły chlebek z chrupiącą skórką. Płyta idealna na wieczorne wyciszenie.
