I cóż, że ze Szkocji – odcinek 2
Dzisiaj kolejny odcinek opowieści o szkockiej muzyce.
Tym razem o projekcie HELLRIPPER. Trzeba przyznać, że dla zaprawionych w bojach metalowców z Europy nazwisko Jamesa McBaina i nazwa jego projektu HELLRIPPER, nie jest nowością. Pochodzący z Inverness, stolicy szkockich Highlands muzyk, poza talentem muzycznym, ma jeszcze jedną, piekielnie ważną cechę, która może pomóc w osiągnięciu sukcesu. Samozaparcie.
Jeśli spojrzeć na na to, w ilu miejscach można było posłuchać na żywo Hellrippera, to musi robić wrażenie. W 2025 roku można go było spotkać na przykład uczęszczanym przez polaków Brutal Assault czy Mystic Festiwalu. Pracowity czlowiek.
Ale właśnie dzięki temu, poza obecnością w social mediach, dociera się do świadomości ludzi w obecnych czasach. Kolejne okazje do zobaczenia Jamesa z muzykami nadchodzą, bo już w nabliższy piątek premierę będzie miał 4 album HELLRIPPER, Coronach.
Black i thrash metal. Speed metal i rock’n’roll. Historia i folklor Szkocji. Okultyzm, czarnoksięstwo, satanizm. Mieszanka wybuchowa, którą znajdziemy na płytach zespołu. Szybko, mocno, konkretnie. Różnorodne wpływy muzyczne, do których przyznaje się McBain, obejmują Venom, Darkthrone, Metallice, Megadeth, Motorhead i wiele wiele innych. I wszystko to słychać. Muzyka jest surowa, ale nie prosta. Szybka, techniczna i bezpośrednia.
Sam mam zamiar się o tym przekonać na żywo już za kilka dni, podczas premiery albumu w klubie The Garage w Glasgow.
All hail the goat!
