|||||

Szybki strzał – PLAGUE YEARS „Circle of Darkness” eOne Records 2020 r

Jeszcze jedna płyta z ubiegłego roku, która w natłoku różnych zdarzeń umknęła mej uwadze, a warto o niej chociażby wspomnieć. Mowa oczywiście o debiutanckiej płycie PLAGUE YEARS ” Circle of Darkness”, która przynosi nam sporą dawkę tłustych i soczystych riffów. Ale po kolei.

Plague Years to młody zespół z USA, który tworzy czterech gniewnych ludzi. Powstali w 2016 r w Detroit i dorobili się dwóch epek i albumu, który właśnie katuję. Na „Circle of Darkness” znalazło się dziesięć kompozycji utrzymanych w klimacie starego, poczciwego thrashu z lat ’80, w który zostało tchnięte nowe życie. Tu od razu na myśl przychodzi mi Sepultura z okresu „Beneath the Remains”, bo tą dzikość jaka bije z tych utworów, można śmiało do nich porównać. Poza tym wkradła się szczypta crossover i metalu śmierci.

Album otwiera „Play the Victim” i od razu wyrywa nas z ciepłych kapci. Unosi się nad tymi utworami jakaś magiczna aura, która potrafi skruszyć serce niejednemu zatwardziałemu ortodoksowi. Bo niby już wszystko zostało napisane i zagrane, ale tutaj mimo powtórki z rozrywki dostajemy naprawdę świeży materiał. Weźmy np. „Eternal Fire”, który tnie takim riffem, że głowa mała, a dupsko samo rwie się na parkiet. Czuć, że kolesie robią to na totalnym luzie, bez napinki i ciśnienia. Tytułowy „Circle of Darkness” pędzi na łeb na szyję, by w przerwach dać złapać oddech, ale tylko na chwilkę. Kapitalny wałek na „ścianę śmierci” na jakimś dużym spędzie.

Jak takie płyty będą nagrywać panowie z Plague Years, to chylę czoła i nisko się kłaniam w pas, bo jak na nowicjuszy to potencjał mają przeogromny. Płytę słucham dość często i po wnikliwej analizie przyszedł mi na myśl zespół POWER TRIP, który pogrywa w podobnych klimatach. Więc jak twórczość tej kapeli przypadła wam do gustu, to na Plague Years na pewno się nie zawiedziecie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *