|||||

horologium „labyrinthos” Rage in eden 2014 r

Projekt HOROLOGIUM do niedawna był mi całkowicie nieznany. Poznałem muzykę, a z czasem i osobę stojącą za kurtyną tajemnicy, która jeszcze do końca nie opadła. Powoli zaczynam się wgryzać w muzyczny obraz, o którym ciężko powiedzieć, co tak naprawdę przedstawia.

Dziś postanowiłem zgłębić tajniki albumu „Labyrinthos” , który jak sama nazwa wskazuje, jest labiryntem mrocznych dźwięków i tajemnych rytuałów. Tak, słowo „rytuał” odgrywa tu kluczową rolę. Plemienne bębny, ambientowe plamy grozy i niepokoju nie napawają optymizmem. Strach, lęk, przerażenie to tylko słowa, które w pewien sposób nakreślają muzyczne wizje HOROLOGIUM.

Militarne, czasami marszowe rytmy, stanowią trzon poszczególnych kompozycji. Zaś tematy drugoplanowe odgrywają tutaj niebagatelną rolę. Perfekcyjnie przetrasowane są przeróżnej maści odgłosy i tła. Począwszy od złowrogo brzmiących rozkazów, przez ciche szlochanie, a skończywszy na fabrycznych pomrukach.

Kukułka kukała 11 razy, to jakiś znak? W oddali wybrzmiewa muzyka z programu sportowego, ale całość kruszy element niepewności, który w jednej chwili znika. Kataryniarz też nie jest tym, na kogo wygląda. W całym tym labiryncie obłędu bytują skrajne emocje, które bardzo intensywnie odczuwam. Czy to prosta droga do zatracenia się? Soundtrack jak malowany do czarno-białego filmu przesiąkniętego makabrą, fobią i potwornością. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego obrazu, ale autor „Labirynthos” zapewne nie ma z tym problemu.

Jestem na początku wyboistej drogi, którą podąża HOROLOGIUM, ale myślę, że to będzie udany przemarsz, z wieloma zaskakującymi wątkami i zwrotami akcji. Nie pozostało mi nic innego, jak znaleźć wyjście z tego labiryntu, ale czy warto?

La Sortie.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *