horologium – pomysł na nowe zaczarowanie świata
Po raz pierwszy mam niewątpliwą przyjemność zaprezentować wywiad z Grzegorzem Siedleckim, który w swoim projekcie HOROLOGIUM tworzy dość specyficzne dźwięki. Dla mnie jest to podróż w zupełnie inny wymiar, w którym nie każdy się odnajdzie. Przy okazji wyciągnąłem kilka szczegółów na temat nowego wydawnictwa Vitality, które lada dzień ujrzy światło dzienne.
Witaj, Grzegorzu. Niebawem ukaże się nowy album Twojego projektu HOROLOGIUM – „Vitality”. Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć, co było główną inspiracją przy pisaniu tego materiału?
Witaj, Irku. W odniesieniu do warstwy muzycznej, mógłbym oczywiście wymienić nazwy artystów, których twórczość stanowiła dla mnie silną inspirację, gdy ponad dwadzieścia lat temu stawiałem pierwsze kroki w sztuce preparowania, destylowania i sublimowania materii dźwiękowej. Dziś jednak organizuję dźwięk w taki sposób, aby odpowiadał wyłącznie mojej wrażliwości i był zgodny z moją wizją ostatecznego kształtu utworów. Dzięki temu mogę mieć pewność, że twórczość HOROLOGIUM w sposób naturalny zachowuje swój wyraźny i osobny charakter, wypracowany przez lata. Jeśli zaś chodzi o inspiracje dla tematyki obecnej w tytułach, tekstach, czy też w warstwie graficznej płyty, powinniśmy pochylić się nad tytułową witalnością, by móc je zgłębić, choć uprzedzam, że wolę raczej wskazywać tropy, niż robić na ten temat przydługie wykłady.

Tytuł „Vitality” odnosi się do stanu entuzjazmu, dobrego samopoczucia i generalnie wiąże się z dobrą energią. Czy pisząc muzykę na ten album towarzyszyła Ci taka witalność?
Uczucia towarzyszące tworzeniu muzyki to na pewno skupienie i uważne wsłuchanie się w intuicję, która w moim wypadku stanowi podstawę procesu twórczego. Tytułową witalność pojmuję raczej jako rodzaj energii odpowiadającej za wzrost i ekspansję wszelkiego życia, ale też jako postawę afirmacyjną wobec egzystencjalnego absurdu, jakim życie niewątpliwie nam się jawi. W tym ujęciu jest witalność jednocześnie przeciwieństwem nihilizmu – tak charakterystycznego dla kultów rodem z pustyni. Siłą wykraczającą poza kategorie immanentnie ludzkie – dobro i zło, szczęście czy pożytek. Pomysłem na Nowe Zaczarowanie świata – o charakterze tak biologicznym, jak i mistycznym.
Okładka płyty jest dość oszczędna, ale wyrazista. Czy ukrywa jakieś przesłanie? Możesz wyjaśnić do czego nawiązuje?
Zaprojektowaniem szaty graficznej płyty zajął się Zbyszek z Bogusart – artysta grafik, którego wcześniejsze projekty znałem i podziwiałem. Miałem pewność, że doskonale zrozumie moje intencje i nie pomyliłem się. Od początku chciałem, aby grafika nawiązywała stylem do prac Hugo Fidusa Höppenera, ale Zbyszek zaproponował też swoje oryginalne rozwiązania, które idealnie współgrają z koncepcją płyty. Symbolika solarna, będąca nawiązaniem do mitraizmu, również wpisuje się bardzo dobrze w charakter „Vitality”.
Na płycie znalazło się siedem utworów. Muzycznie jest to koncept album, czy każdy utwór traktujesz jak oddzielną historię?
Nie jest to koncept album, choć oczywiście płyta musi funkcjonować jako całość, dlatego nie jest w żadnym wypadku zlepkiem przypadkowych utworów. Nie są one tradycyjnie pojmowanymi historiami, które się opowiada. To raczej impresje – muzyczne pejzaże, emocje zaklęte w falach dźwiękowych. Od wrażliwości słuchacza zależy to, jak je zinterpretuje. Oczywiście umieszczam je w określonym kontekście – tytułów, tekstów, szaty graficznej – to jednak rodzaj nadbudowy, która nie musi wpływać na odbiór muzyki.
Czy muzyka, którą obecnie tworzysz koresponduje w jakiś sposób z tym, czego słuchałeś jako nastolatek?
Myślę, że jedną z najmniej zmiennych cech ludzkich pozostaje nasza indywidualna wrażliwość, a jeśli tak jest, to w jakimś stopniu rzeczy, których słuchałem z wypiekami na twarzy lata temu będą rezonowały ze mną również dziś. Są naturalnie od tego wyjątki, ale one tylko potwierdzają regułę.
Twoja muzyka wymaga szczególnego rodzaju skupienia. Jestem pełen nadziei, że ludzie wciąż dysponują umiejętnością bycia w czasie, obecnością w stu procentach. Jak wyobrażasz sobie reakcje odbiorców Twoich płyt? Rozedrganie, niepokój, zatrzymanie w bolesnej pozie? Bo przecież nie ulga. Interesujące muszą być dla twórców interpretacje ich muzyki i to, czy bardzo bywają odległe od ich intencji.
Pełna zgoda. Twórczość i jej odbiór to przecież sposób komunikacji między ludźmi na poziomie emocjonalnym. Staram się zamykać emocje w dźwiękach, które następnie ktoś inny – korzystając ze swoich narzędzi i mając do dyspozycji swoją wrażliwość – odkodowuje z efektem podobnym lub zgoła innym od zamierzonego przeze mnie. Wyobrażam sobie, że reakcje odbiorców są rozmaite, ale nie przywiązuję do nich specjalnej wagi. Muzyka wypuszczona w świat zaczyna żyć własnym życiem, a każdy powinien przeżywać ją na własnych zasadach.
HOROLOGIUM istnieje ponad dwadzieścia lat. Zdarzyło Ci się kiedykolwiek w trakcie tworzenia zaskoczyć samego siebie, ze zdumieniem stwierdzić, że efekt końcowy odbiega od Twoich wyobrażeń i mimo to chcesz go puścić wolno? A może przed rozpoczęciem pracy nad nową płytą nie masz tendencji do zakładania zbyt wiele?
Założenia początkowe w przypadku HOROLOGIUM są zwykle dość ogólne. Sprowadzają się najczęściej do idei przewodniej płyty, czasem dotyczą pożądanej atmosfery – pewnego zarysu, który w procesie komponowania nabiera konkretnych kształtów. Te końcowe kształty zawsze stanowią dla mnie ekscytującą niewiadomą i jeden z powodów, dla których wciąż powracam do tworzenia muzyki. Efekt ostateczny pracy nad płytą to dla mnie złożony artefakt – suma wielu mniej i bardziej świadomych decyzji, intuicyjnego podążania za wyobrażonym, majaczącym na horyzoncie celem. Gotowe dzieło, które za moment zacznie żyć własnym życiem, właściwie zawsze wykracza swoim charakterem poza początkową intencję.
Jak wyobrażasz sobie miejsce i okoliczności idealne do obcowania z Twoją muzyką?
Odpowiadając bardzo prozaicznie: odpowiednia doza skupienia i dobre słuchawki powinny załatwić sprawę. Wszak wszystko, co istotne podczas obcowania z muzyką dzieje się w głowie, a tam możemy przenosić się w dowolne miejsca i okoliczności. Po namyśle dodam, że interesujące mogłoby okazać się połączenie muzyki Horologium i halucynacji hipnagogicznych, do czego serdecznie namawiam.
Gdybyś miał opisać HOROLOGIUM jednym zdaniem, którego nie wolno już potem rozwijać, jakie by to było?
Muzyka dla wszystkich i dla nikogo.
