1914 „Viribus Unitis” napalm records 2025 r
Po czterech latach przerwy od wydania przeciętnej jak dla mnie płyty „Where Fear and Weapons Meet” 1914 serwuje nam czwarty album „VIRIBUS UNITIS”. Ta godzinna podróż po polach bitewnych Europy mogłaby trwać dłużej, no ale to jest wojna, więc wiadomo 😉 Przyznam się szczerze, czekałem na taką płytę! Z taką dramaturgią i takim zakończeniem. Tutaj nic nie jest dziełem przypadku. Album tradycyjnie zaczyna się pieśnią wojenną, by po chwili przeistoczyć się w gradobicie bomb i pocisków. 1914 (The Siege of Przemyśl) to idealny utwór na rozpoczęcie bitwy. Bez zbędnego pitolenia panowie ruszają do ataku niczym stado wściekłych dzików skopać dupska sołdatom. Ten utwór to esencja black metalowego szaleństwa 🙂
JEBAĆ RUSKIE KURWY…
Niesamowity jest ten fragment, gdzie surowy black metal spotyka ponury doom, podają sobie ręce i idą dalej dumnie przed siebie. Piękna z nich para 🙂 Nie rozdrabniając się, pluton egzekucyjny 1914 stworzył płytę doskonałą. Ideał w całej swej okazałości, od początku traktuje słuchacza brutalnie. Z upływem czasu brutalność ustępuje miejsca łagodniejszym dźwiękom i to jest ukryty geniusz tej płyty. Artystyczna dramaturgia, kolejność utworów i końcowe wyciszenie sprawia, że do takich dźwięków chce się wracać. Na pewno panowie położyli mniejszy nacisk na tzw. epickość i orkiestralność utworów, gdzie na poprzedniej płycie był tego przesyt. Jest kilka akcentów, ale już jako dodatek, smaczek, ciekawostka. Nie jest to tak nachalne.
Utwory na tej płycie po prostu żyją! Kiedy trzeba łapią za sedrucho, a w najmniej oczekiwanych momentach walą po ryju bez ostrzeżenia. Jak dostałem swój fizyczny egzemplarz to tydzień nie wychodził z odtwarzacza, więc płyta uzależnia. Całość wieńczą dwa utwory, które wychodzą daleko poza black/death metalowe ramy. Nigdy bym nie posądził tego zespołu o popełnienie takich utworów. Miłe zaskoczenie.
„Pt 3: ADE (A Duty to Escape) z gościnnym udziałem Aarona Stainthrope oraz „The Home Where I Died” z Jerome Reuter (Rome). Myślę, że był to celowy zabieg, bo kiedy kurz po bitwie opada należy się chwila odpoczynku i wytchnienia. Cóż mogę rzec na koniec? Koniecznie trzeba sprawdzić ten materiał na żywo. Na płycie jest perfekcyjnie, więc koncertowo nie może być inaczej.
Part 2 – Szkocki korespondent.
Do Szkocji ukraiński wojenny walce dotarł również. I muszę zgodzić się z przedmówcą, że poprzedni album, pierwszy w barwach dużej wytwórni płytowej, był rozczarowujący. I nawet ciężko powiedzieć, co poszło nie tak. Czy były jakieś naciski ze strony przedstawicieli Napalm Records?
Na szczęście nowy album daje świadectwo talentu kolegów z Ukrainy. Ten album wszystko ma we właściwych proporcjach. Death metal, black metal, elementy symfoniczne czy liryczne. Ciężko dodać coś do tego co napisał Irek. To album, którego każdy fan metalu powinien posłuchać. A że koncertowo 1914 to maszyna, która nie bierze jeńców, mogę potwierdzić z autopsji. Ich występ na Brutal Assault w 2022 roku został w naszej pamięci.
Proszę kupować tę płytę, proszę słuchać i proszę się zachwycać.
Arek.
