|||||

co by tu posłuchać ? -Rope sect, ponte del diavolo

Lubię odkrywać nowe lądy muzyczne, taka moja natura. Od zawsze taki byłem, poszukujący, węszący, można powiedzieć, muzyczny Sherlock Holmes 😉 I nie tylko z muzyką tak mam. Ale o tym opowiem przy innej okazji.

Dziś na tapecie dwa zespoły, które moim zdaniem warte są uwagi. Pierwszy z nich to ROPE SECT, niemiecki kwartet, który funkcjonuje od dekady i proponuje słuchaczom niekoniecznie radosne dźwięki. Ja od niedawna poznaję ich twórczość, więc postaram się w skrócie nakreślić, co artystom w duszy gra.

Kwartet powstał w 2017 roku w północnych Niemczech. Na swoim koncie mają sześć wydawnictw. Klimat, który kreuje ROPE SECT, idealnie oddaje ducha lat 80-tych, w których stawiałem swoje pierwsze muzyczne kroki. Zespół wybiera proste formy przekazu, którym towarzyszy mroczne i surowe brzmienie.

Ponury i spokojny głos wokalisty dodaje specyficznej dramaturgii, która jest obecna w każdej sekundzie wybrzmiewających dźwięków. Na pewno nie są to dźwięki, które niosą jakąkolwiek nadzieję, bliżej im do depresyjnych tematów, odizolowania czy samobójczych wizji. Cały projekt jest owiany mgiełką tajemnicy, muzycy używają pseudonimów i mają na siebie jakiś pomysł.

Często porównują się do odizolowanej od społeczeństwa sekty. I jest w tym jakaś prawda. Stylistyka post-punka z gotyckim akcentem proponowana przez ROPE SECT zyskała uznanie wśród krytyków i fanów. Myślę, że jest to zasługą swego rodzaju tajemniczości i specyficznej wizji artystycznej. Dla mnie to miłe zaskoczenie, z którym obcuję już jakiś czas. Jeśli kochacie proste, przepełnione smutkiem i zwątpieniem piosenki, to ROPE SECT jest dla was.

Drugim zespołem jest młody PONTE DEL DIAVOLO z Włoch. Powstali w 2020 roku w Turynie. Do tej pory zarejestrowali dwa duże albumy, kilka EP’s i kompilację. Ja poznałem ich dosyć niedawno przy okazji premiery ich najnowszej płyty De Venom Natura.

Muzycznie PONTE DEL DIAVLO proponuje bardziej metalowe i drapieżnie oblicze niż ROPE SECT, choć stężenie mroku jest na podobnym poziomie. Jedyna różnica jaka jest słyszalna, to głos. Za mikrofonem stoi diablica o pięknym, teatralnym głosie – Erba Del Diavolo.

I co taka diablica robi z czterema facetami? Na pewno w odpowiedni sposób ozdabia dźwięki, które niosą za sobą pewne pokłady niepewności i strachu. Takie włoskie kino grozy po małej modernizacji.

Całość owiana specyficzną aurą, którą tworzy brzmienie oparte na dwóch basach. Tutaj post-punk wchodzi w doskonałą komitywę z czarnym metalem. I tak sobie razem spacerują po ciemnych zakamarkach, po drodze zapraszając do zabawy doom metal i cold wave. Może zabawa to słowo trochę na wyrost, ale myślę, że dla większości jest to zrozumiałe.

De Venom Natura to czterdzieści minut, siedem aktów własnych plus na deser In the Flat Field BAUHAUS. Mi pasuje.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *