chaszcze „intervoynie” musica tenebris ep
Nazwa CHASZCZE jeszcze do niedawna nic mi nie mówiła. Gdzieś przy wspólnym festiwalowym grillu padła nazwa i to wszystko. Z czystej ciekawości postanowiłem przyjrzeć się bliżej ich twórczości. Dziś kilka słów poleci w świat na temat ich ostatniego wydawnictwa „Intervoynie”. Ale zanim to uczynię, kilka słów o samej kapeli.
CHASZCZE (poprzednio HashChe) to warszawsko-toruńsko-gdyński kwartet, zarówno weteranów krajowej sceny niezal, jak i debiutantów. W grudniu 2022 nakładem oficyny Harsh Note Records ukazał się debiutancki album „Gøøra”. Niestety nie miałem okazji zapoznać się z tym wydawnictwem, ale w przyszłości zamierzam odrobić lekcje.

CHASZCZE przyznają się do inspiracji takimi tuzami mrocznego grania jak m.in. Killing Joke, New Model Army, Sisters of Mercy, Therapy?, Joy Division, The Cure, Fields of the Nephilim. Tyle tytułem wstępu.
„Intervoynie” kojarzy mi się z przyjemną i radosną podróżą, która zabiera słuchacza w kierunku wspaniałych lat 80, a stacją docelową jest jeszcze nikomu nieznana osada o urokliwej nazwie CHASZCZE. Pierwszym przystankiem jest „Larvae Season”, na którym oczekuje THE CULT. Z dumą wkracza do przedziału, rozsiada się wygodnie w fotelu, odpala papierosa i zapodaje taki riff, że Matko Tereso!! Znajdziemy w nim wszystko oprócz charakterystycznego wokalu Iana Astbury. Rockowy sznyt, punktujący, zadziorny bas i odpowiednio mroczny głos.
Na kolejnym „Darkness Weaves With Many Shades” wpada przywitać się znany i lubiany rock gotycki z post-punkowym vibe. Charakterystyczna głębia wokalna, doprawiona melancholijno-depresyjnym sosem, estetycznie jednoczy się z widokami za oknem.
Po chwili „Blue Mark Blue” integruje się z resztą i zaczyna się jazda. Swoim stoickim spokojem i subtelnym głosem umila czas, który na chwilę stanął w miejscu. Dla mnie chyba najważniejszy przystanek tej podróży. „Farewell To Heresy” to już ostatnia stacja, która skrywa pewne tajemnice. Trzeba wsiadać w biegu, bo nie jest to przyjazna miejscówka.
Na pierwszy rzut oka trochę zaniedbana, niebezpieczna i odrobinę mroczna. Panuje nieład i chaos. Wskakujący w pośpiechu podróżni też nie wyglądają na normalnych 😉 Na całe szczęście po niespełna dwudziestu minutach docieramy do stacji docelowej CHASZCZE.

Na zakończenie tej krótkiej i miłej podróży takie spostrzeżenia mi się nasuwają. Czuć, że panowie umieją odpowiednio połączyć kropki. Miło się słucha „Intervoynie”, ale niestety żyjemy w czasach, gdzie muzyka dosłownie wylewa się z każdego zakamarka. I teraz, żeby nie utonąć w zalewie marnoty i bylejakości trzeba słuchaczowi zaproponować coś, co przykuje jego ucho na dłużej. CHASZCZE mają to „Coś”, tylko muszą nad tym trochę popracować. Z niecierpliwością będę śledził ich poczynania oraz wyczekiwał nowej płyty, która ponoć już się tworzy.
